"Joy is a state of mind."

poniedziałek, 28 lutego 2011

Josefus - Dead Man (1970)



 "Zaginieni pionierzy heavy metalu." - tak określono twórczość Josefus w magazynie Classic Rock. Nie będę starał się ocenić, czy powiedzenie o Josefus w ten sposób jest przesadą, ale płytka jest bardzo przyjemna, przez wielu uważana za absolutnego klasyka. Niby to takie ciężkie granie itd., ale można tutaj znaleźć bardzo wiele spokojnych, pełnych przestrzeni gitarowych pitoleń.



Produkcja, mimo sporego ciężaru, brzmi "ciepło". Żadnych ostrych, walących w uszy fuzzów i solówek w wysokim rejestrze, które brzmią jak jakieś zdychające zwierze. Swoje robi też ładnie wyeksponowany bas (jedna z tych rzeczy, których najbardziej mi brakuje w większości współczesnych nagrań).




The Open Mind - Open Mind (1969)

Open Mind! Już sama nazwa sugeruję z czym mamy do czynienia...jeden z pierwszych stricte psychodelicznych albumów z UK a na dodatek jeden z tych, na których nie ma słabego kawałka - bardzo równa płyta, której nic nie można zarzucić. Z całą pewnością długogrający krążek Open Mind to jeden z topowych produktów londyńskiego rynku środków psychoaktywnych. 


Ekipa rozpadła się w roku 1973, ponieważ chłopakom coś odbiło i zachcieli grać jazz, więc łatwo się domyślić, że ich pierwszy longplay już na zawsze pozostanie ostatnim...




Najzacniejszy killer zespołu to legendarny utwór pt. Magic Potion, który ukazał się jako singiel i nie pojawił się na LP (jest na reedycji w linku). Poniżej świetny amatorski klip do tego numeru z vintadżowymi pannami :P


piątek, 4 lutego 2011

Blue Cheer - Vincebus Eruptum (1968)

Robić niewyobrażalny hałas i podkręcać głośność gdziekolwiek się gra - oto domena Blue Cheer. Nie bez powodu zespół oskarża się o dużo zasługę w powstaniu heavy metalu. W gruncie rzeczy jednak debiutanckie Vincebus Eruptum realizuje raczej ideę high-fuzzowego psycho-bluesa.



Ekipa otwarcie przyznaje, że głównym źródłem inspiracji, przy powstawaniu płyty, były różnego rodzaju dragi. Interpretacja utworu "Summertime Blues" (w oryginale wykonywanego przez Eddiego Cochrana) powstała po liczyć przeróbkach i dużych dawkach LSD. Dicki Peterson przyznaję zaś w wywiadzie, mówiąc na temat "Doctor Please", że : ” There was a lot of soul searching at the time when I wrote that song, and I actually decided to take it. That’s what that song was about and that’s what I sang it about, sort of a drug anthem for me."



Płyta doczekała się chyba z miliona reedycji, zasługujemy to oczywiście przezacnemu wydawnictwu Akarma.